Mimo tego, że kalendarzowa jesień zawitała już jakiś czas temu, to dopiero zmiana czasu na zimowy dobitnie pokazała, że trzeba się pożegnać z ulubioną porą roku i przygotować się na drobną rewolucje codziennej rutyny.

Latem, kiedy nieodzownym elementem każdego dnia jest słońce i dni są dłuższe, łatwiej o motywację i chęć do działania. Czujemy się wtedy bardziej energiczni, zadowoleni i generalnie niemal każdemu bardziej chce się żyć. Zgoła inaczej ma się sytuacja kiedy przychodzą chłodne, jesienne wieczory. Wietrzne, deszczowe i krótkie dni sprawiają, że więcej czasu spędzamy w domu i możemy doświadczać dużych wahań nastroju. Często właśnie w tym czasie pojawia się jesienna chandra, która może przekształcić się w poważniejsze schorzenie. Czyli chorobę afektywną sezonową(SAD), która jest cyklicznym obniżeniem nastroju zaczynającym się każdego roku w okolicach miesięcy jesienno – zimowych, a kończy wraz z pojawieniem się pierwszych zwiastunów wiosny.

Ja oprócz tego, że mam bardzo depresyjną naturę to w dodatku jestem meteopatką i każda zmiana pogody działa na mnie krótko mówiąc źle. Zwłaszcza kiedy zaczynają przychodzić pierwsze zwiastuny jesieni, staje się jeszcze bardziej apatyczna i nostalgiczna. Lęk też się nasila.

Moje samopoczucie dobrze opisuje poniższy fragment książki Jarosława Grzędowicza

„Przejściowe pory roku nie są dla mnie najlepsze. Dla nikogo takiego jak ja. Obłęd lubi wracać jesienią lub przedwiośniem. Lubi niż, mgłę, ołowiane zachmurzone niebo. Budzisz się rano i masz do dyspozycji albo nieokreślony lęk, albo smutek. A czasami jedno i drugie. Chciałbym obudzić się pogodnym i uśmiechniętym lub przynajmniej obojętnym, ale jedyne, na co mogę liczyć, to wybór między trwogą a rozpaczą oraz nadzieja, że nie zwariuję do reszty.”




No ale nic, w życiu jest wiele rzeczy, na które mamy wpływ jednak niestety zmienność pór roku nie jest jedną z nich. Więc albo można wyprowadzić się na ten czas do ciepłego kraju albo spróbować się odnaleźć w tej szarej, mrocznej codzienności.  Ja jako, że nie mam możliwości ani zasobów żeby móc przebywać w tym okresie na przykład w słonecznej Hiszpanii, zmuszona jestem dbać o swoje dobre samopoczucie w inny sposób.

Dlatego też postanowiłam zmienić trochę swoją perspektywę i spojrzeć na tę porę roku w innym świetle. W końcu każdy medal ma dwie strony, zatem w tym przypadku nie może być inaczej.

PORANNA RUTYNA

Mimo tego, że nie jestem zatrudniona na etat, to dzień zaczynam bardzo wcześnie z uwagi na to, że kiedy wstaje później niż godzina 7-8, to czuję że tego czasu w ciągu dnia mam jakby mniej. Poza tym, w tym okresie roku i tak już w okolicach godziny 16 robi się ciemno więc kiedy budzę się niemalże wraz ze wschodem słońca , to mam więcej czasu, aby pracować i funkcjonować przy naturalnym świetle. To też jest bardziej korzystne w kontekście rytmu okołodobowego i wytwarzania melatoniny, która reguluje sen.

Tuż po wstaniu z łóżka, odsłaniam rolety i kieruję się w stronę kuchni, aby zaparzyć sobie delikatną kawę lub rumianek. Następnie, rozkoszując się powoli ciepłym napojem oddaje się przemyśleniom. Myślę o tym za co jestem wdzięczna, jakie trudności udało mi się w życiu pokonać i zastanawiam się czy aktualnie zmierzam w dobrą stronę. Jako, że mam za sobą wiele trudnych chwil i pewnie jeszcze więcej przed sobą, to uważam że wdzięczność za komfort życia jaki obecnie mam jest bardzo ważna w kontekście dbania o swoje zdrowie emocjonalne.

W dalszej kolejności, rozkładam matę do jogi i przygotowuje swoje ciało fizyczne i duchowe na nachodzący dzień. Jeśli chodzi o jogę, to odkryłam ją na początku tego roku, a jako że jest ona dla mnie przyjemną formą ruchu i dodatkowo mogę się przy niej wyciszysz, zrelaksować i wejść w stan medytacyjny, toteż została ze mną na dłużej.  Moja standardowa sesja trwa ok 20-40 minut, w zależności od tego na jakie asany mam chęć. Niemniej jednak, nawet kiedy wcale nie mam ochoty na praktykę, to i tak staram się stanąć na matę na choćby 5 minut i wykonać kilka asan, aby podtrzymać nawyk.

Po porannych rozruchu, otwieram książkę, w trakcie której jestem czytania i ją kontynuuję. Aktualnie są to Królowe Mogadiszu Pawła Smoleńskiego. W skrócie, jest to reportaż o Somalii, za sprawą trwających wojen i sytuacji politycznej, komfort życia jest na dramatycznym poziomie. Tematyka dość trudna i tylko dla wybranych. Czytanie o tym, jakie trudności i byt mają ludzie w XXI wieku w innych zakątkach globu sprawia, że jeszcze bardziej doceniam to gdzie jestem. A jednocześnie wiem, że kiedy osiągnę wystarczający komfort finansowy to na pewno będę pomagać innym. Być może stworzę nawet jakąś fundację. Ale to już temat na inny wpis….

Na koniec tworzę sobie plan dnia i wypisuję rzeczy, które chcę i muszę zrobić. Ogólnie poranna rutyna zajmuje mi jakieś 2h, a wykonanie jej sprawia że zapełniam czas, czuję się z siebie zadowolona i nie mam poczucie zmarnowanych godzin. Dla mnie to bardzo ważne żebym wiedziała mniej więcej, co będę danego dnia robić ponieważ kiedy nie mam choćby jednej stałej, to odczuwam wewnętrzny niepokój i zaczynam się po prostu negatywnie czuć.

AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA

Jeśli chodzi o aktywność fizyczną, to muszę przyznać że częściej mi się nie chce niż chce. W ciągu tygodnia wykonuję 2-3 treningi siłowe + chodzę na spacery. I mimo tego, że ta regularność wymaga dużo wysiłku i determinacji, to wiem że muszę to robić z dwóch powodów. Pierwszym jest to, że jeśli wykonam zaplanowaną aktywność, to potem czuję się o wiele lepiej psychicznie i jestem zadowolona, że nie odpuściłam. Natomiast drugim powodem jest ekspozycja na czynniki, które wzbudzają we mnie lęk czyli jazda samochodem i kontakt z ludźmi. Z uwagi na to, że periodycznie się z tym konfrontuję, to mój niepokój jako tako śpi. Ale mam świadomość, że jak zacznę unikać takich rzeczy, to on stopniowo będzie się nasilał i za chwilę mogę przestać wychodzić z domu. Tak to już jest z tą nerwicą.. ona tylko czeka żeby ponownie zaatakować.

DIETA

W życiu miałam różne okresy. Jak większość nastolatek w okresie dojrzewania przechodziłam przez zaburzenia odżywiania, które w moim przypadku miały sprawić że zapobiegnę lub nawet odwrócę proces przemieniania się dziewczynki w kobietę. Ponadto pilnowanie i rozliczanie się z tego jak wyglądam i co wkładam do ust to było narzędziem dzięki któremu miałam poczucie, że nad czymś w życiu mam kontrolę. I nim sobie uświadomiłam, że to paradoksalnie jedzenie ma nade mną kontrolę, dorobiłam się zaburzeń hormonalnych i wielu innych problemów.

Teraz, kiedy moja relacja z jedzeniem jest właściwa, mam świadomość że oprócz kalorii liczą się także wartości odżywcze. Dlatego też obecnie wiem co może mi dać dobre samopoczucie fizyczne oraz psychiczne. I mimo tego, że słodycze są produktami, które mi bardzo smakują to wiem, że oprócz chwilowego wyrzutu serotoniny i dopaminy nie odżywią mojego ciała. Oczywiście, jesienną i zimową porą chęć na słodkie jest zwiększona i częściej sobie na nie pozwalam. Jednak przez znakomitą większą część czasu, pilnuję aby spożywać dużą ilość warzyw, owoców i innych pełnowartościowych produktów, które dadzą mi odpowiedni zastrzyk energii.

Ostatnimi czasy, wyjątkowo upodobałam sobie przepis na placuszki karmelowe z polewą malinową, który znalazłam na YT. Niebo w gębie! ?

SUPLEMENTACJA

Z uwagi na to, że w ciągu dnia słońca jest naprawdę niezbyt dużo,  żeby nie napisać, że często wcale, to skomponowałam sobie stack witaminowy, tak aby uniknąć niedoborów, które mogłyby mnie osłabić psychicznie i fizycznie.

Poniżej lista witamin, które przyjmuję wraz z dawkami, które dostosowałam do swojego organizmu.

  • Witamina D3 + K2 – 4000 j.m
  • Witamina C – 400 mg
  • Kwasy Omega 3 – 1000 mg
  • Magnez – 120 mg

Myślę, że w okresie jesienno – zimowym są to naprawdę przydatne suplementy, zwłaszcza że na przykład odpowiednią dawkę witaminy D i kwasów Omega 3 trudno przyjąć wraz z pożywieniem.

UNIKANIE NUDY

Jeśli chodzi o wolny czas jesienią i zimą, to mam wrażenie że momentami jest go nawet zbyt dużo. I o ile odrobina nudy mi nie przeszkadza, to kiedy jest jej za dużo, to krótko mówiąc zaczynam wariować. Mam na myśli to, że czym dłużej nie mam konkretnego zajęcia lub obowiązku, tym gorzej się czuję psychicznie. Zaczynam zastanawiać się nad sensem życia, nad przyszłością i nad tym jakie życie prowadzę. A czym dłużej myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że wszystko zmierza do nikąd. No i pojawia się lęk…

Jako że od niemalże pół dekady , nerwica, lęk i depresja, to moja święta Trójca , nauczyłam się z pomocą psychoterapeutów wyłapywać tzw. triggery, które sprawiają że złe samopoczucie powraca. Jednym z nich jest właśnie nuda. Dlatego dawkuje ją sobie w odpowiednich ilościach. No i faktycznie, chociaż często mi się nie chce podejmować działania, to w końcowym rozrachunku poprawia mi to nastrój. A i przy okazji dzięki temu nabyłam nowe umiejętności i nauczyłam się malować farbami, robić na drutach, grać na gitarze i co najważniejsze – założyłam tego bloga, który może komuś pomóc. A to mnie niesamowicie motywuje żeby pisać i dzielić się swoim doświadczeniem.

Mam nadzieję że każdy wyciągnie stąd coś dla siebie i przeżyje ten jesienno – zimowy czas w lepszym nastroju.

S.

Być może spodoba Ci się również