Moje początki

Nigdy nie byłam osobą, która jest wyluzowana i potrafi złapać do życia dystans. Było wręcz przeciwnie. Od kiedy pamiętam, mój umysł był wiecznie zajęty zamartwianiem się nawet najbardziej drobnymi sprawami. Jeśli nie stresowałam się nachodzącymi wydarzeniami, to analizowałam i „trawiłam” sytuacje z przeszłości. Ktoś powiedział mi coś negatywnego żartobliwym tonem, to ja zamiast obrócić to w żart lub puścić mimo uszu, przez następne kilka dni mieliłam w głowie zarówno tę sprawę jak i wszystkie pozostałe związane z tą osobą. Oczywiście, oprócz tego że kosztowało mnie to wiele stresu i złych emocji, to nic z tego nie wynikało.

Potem pogłębiły się też problemy w domu. Rodzice jak typowe małżeństwo, kłócili się mniej lub bardziej. Jednak przyszedł czas, kiedy sporadyczne konflikty przemieniły się w regularne awantury. Mimo tego, że kłócili się między sobą, to ja będąc tego świadkiem, bardzo to przeżywałam. W tamtym czasie, lęk stał się emocją, która mi najczęściej towarzyszyła. Czułam lęk kiedy wychodziłam do szkoły i zostawiałam ich w domu samych. Czułam lęk, kiedy słyszałam dzwoniący telefon ponieważ sądziłam, że stała się jakaś tragedia. Bałam się wracać do domu, bo nie wiedziałam co zastanę.

Tamtego dnia, jak przeciętna nastolatka w moim wieku, byłam w szkole. Pierwsza lekcja, druga lekcja – niby było wszystko okej, ale odczuwałam w środku jakieś dziwne napięcie. Trzecia lekcja – wchodzę do klasy, rozpakowuje się, siadam. Dalej okej, ale jakby gorzej. Nagle, w przeciągu krótkiej chwili, wszystko przed oczami zaczęło mi się rozmazywać. Dźwięk i odgłosy z wnętrza klasy zaczęły być jakby poza mną. Czułam jakby automatycznie włączył mi się tryb slow – motion, a jednocześnie moje serce omal mi nie wyskoczyło z klatki piersiowej.

Nie dość, że pod względem fizycznym czułam się jakbym miała co najmniej zawał serca i nie wiedziałam co się do cholery jasnej ze mną dzieje, to dodatkowo miałam wokół siebie około 30 osób. Lęk przez ośmieszeniem się i zrobieniem „przedstawienia”, wzmagał ten okropnie nieprzyjemny stan. Czułam się kompletnie bezradna.

Walcząc ze sobą, jak tylko mogąc, wstałam i na wpół przytomna podeszłam do nauczycielki, która prowadziła lekcję. Pamiętam, że powiedziałam że bardzo źle się czuję i muszę wyjść. Ona zapytała, co mi jest, a ja w odpowiedzi na to powiedziałam– „nie wiem”. Bo rzeczywiście nie wiedziałam….

Następnie zostałam zaprowadzona przez koleżankę do pielęgniarki szkolnej. Jednak kiedy zbliżałam się już do gabinetu, czułam że właściwie w około 80% mi przeszło. Natomiast, w chwili, w której już przekroczyłam próg jej gabinetu i opisywałam z jakiego powodu przyszłam, to miałam wrażenie, że mówię o czymś co mnie nie dotyczy. Czułam jakbym opisywała przypadek kogoś innego…

Po standardowym pomiarze ciśnienia i temperatury ciała, które okazały się całkowicie w normie, zostałam odesłana do domu. Zanim okazało się, że to czego doświadczyłam, to był atak paniki – objaw nerwicy, zdążyłam przeszukać Internet i zdiagnozować sobie wiele chorób. Często śmiertelnych. W tym czasie napady lęku zaczęły mi towarzyszyć coraz częściej. W końcu doszło do tego, że miałam lęk przed lękiem, który paradoksalnie wywoływał atak paniki… Kiedy w końcu zrozumiałam i miałam czarno na białym, że pod względem fizycznym jestem najzupełniej zdrowa, musiałam podjąć leczenie psychiatryczne i psychologiczne.

Czym są ataki paniki?

Dobrze, lecz właściwie czym dokładnie są ataki paniki i jak je leczyć? Zgodnie z medycznym portalem, który jako pierwszy wyskakuje w wyszukiwarce, atak paniki to nieprzewidywalne wystąpienie lęku o bardzo dużym nasileniu[1] (ja bym powiedziała, że o ekstremalnym nasileniu). Cechą charakterystyczną ataków paniki jest to, że często przychodzą niespodziewanie i w przeciągu kilku minut osiągają apogeum, które może być mylnie wzięte za zawał serca. Jednak jeśli ktoś regularnie doświadcza napadów paniki, to bez wątpienia nie pomyli ich z atakiem serca. Choć, przy pierwszych epizodach, faktycznie może tak być.

Generalnie rzecz biorąc, spośród wielu historii, które dane mi było przeczytać na forach, fejsbukowych grupach, blogach, książkach i z własnego doświadczenia , wiem że niemal każdy podczas pierwszych ataków nie zdaje sobie sprawy, że jest to spontaniczny, intensywny napad lęku i zanim zostanie postawiona właściwa diagnoza, wykluczane jest wiele chorób fizycznych. Moim zdaniem jak najbardziej prawidłowe ponieważ faktycznie niektóre schorzenia mogą powodować podobne objawy co atak panika. Poza tym, przebadać się nigdy nie zaszkodzi 😊

              

Przyczyny

W każdym razie, jeśli chodzi o przyczyny, to ja u siebie upatruje ich w swoich określonych cechach osobowości, takich jak wysoka wrażliwość, perfekcjonizm i nadmierna potrzeba kontroli. Choć bez wątpienia trudna sytuacja w domu też się do tego przyczyniła….  Chęć bycia zawsze doskonałą osobą, której nigdy nie może podwinąć się noga sprawiła, że żyłam w ciągłym napięciu. Dodatkowo, natrętne myśli i lęk przed tym, że ojciec spełni swoje groźby w stosunku do matki. To wszystko się skumulowało w ciele i znalazło swoje ujście w atakach paniki oraz nerwicy.

Choć, z perspektywy czasu nie potrafię powiedzieć, że najpierw pojawiła się nerwica lękowa, która dosadnie objawiła się atakiem paniki, czy na odwrót. To znaczy, czy być może atak paniki nie sprawił, że obudził się we mnie lęk przez lękiem, który spowodował nerwicę. Zresztą… tak właściwie to nie ma to raczej większego znaczenia. Sposób leczenia jest i tak taki sam, tzn. psychoterapia, leki, ekspozycja i przede wszystkim zmiana myślenia.           

Jak sobie radzić z atakami paniki?

Przyszedł czas na najważniejsze, a mianowicie jak sobie z nimi poradziłam i jak sytuacja wygląda obecnie. Przede wszystkim, chciałabym powiedzieć, że jeśli chodzi o mój przypadek, to uważam, że w mniejszym bądź większym stopniu z nerwicą i atakami paniki będę zmagała się do końca życia. Jednocześnie nie oznacza to, że mam niską jakość życia, które nie przynosi mi satysfakcji i zadowolenia. Wręcz przeciwnie. Sądzę, że paradoksalnie to zaburzenie oprócz momentami naprawdę tragicznego samopoczucia, wniosło do mojego życia wiele dobrego.

I to nie tak, że z natury jestem optymistką i automatycznie dostrzegam pozytywne strony. Po prostu, po długiej walce, którą zresztą prowadzę do tej pory, zaczęłam widzieć to w innym świetle. Ale o tym kiedy indziej…

PO PIERWSZE – Bezpieczne miejsce

Każdy człowiek bez względu na to czy cierpi na ataki paniki czy nie, ma swoje miejsce/a, w których czuję się wyjątkowo bezpiecznie i komfortowo. Dla większości jest to własny dom.

W przypadku osób, które zmagają się z napadami lęku, myśl o bezpiecznej przestrzeni i chęci dostania się do niej jest priorytetem. I choć sama, w czasie ataku paniki histerycznie myślałam o swoim domu, a przede wszystkim o pokoju i łóżku, w którym będę mogła się szybko zaszyć pod kołdrą, to uważam że postrzeganie jedynie swojego domu jako najbezpieczniejszego miejsca na cały świecie, w perspektywie długoterminowej nie przynosi efektu. Sądzę, że o wiele lepszym rozwiązaniem jest znalezienie bezpiecznej przestrzeni w miejscu, w którym już się znajdujemy. Mam na myśli, to że jeśli atak paniki pojawi się na przykład na jakimś spotkaniu rodzinnym, to dobrze jest chociażby wyjść do łazienki lub na zewnątrz, a nie bez względu na wszystko próbować znaleźć się jak najszybciej w domu.

Faktycznie, doraźnie przyniesie to wytchnienie, lecz skutkiem będzie lęk przed każdym kolejnym podobnym wyjściem. A jeśli uda nam się opanować atak, w tym samym miejscu, to będziemy mieli satysfakcję, że się udało i że mamy nad tym kontrolę. Oraz ewentualnie w przyszłości będziemy odczuwać mniejszy lęk przed podobną sytuacją. W końcu doświadczenie pokazuje, że mamy nad tym kontrolę.

PO DRUGIE – Oddech

Nierzadko, a być może nawet za każdym razem, atak paniki wiąże się z hiperwentylacją podczas której człowiek zaczyna oddychać szybko, intensywnie i nierównomiernie. Taki stan jest dodatkowym stresorem dla organizmu i potęguje lęk. Dlatego też, w czasie ataku paniki warto skupić się na ustabilizowaniu oddechu.

Więc jeśli następnym razem będziesz mieć napad lęku, to skieruj swoją uwagę na oddech. W tym przypadku pomocne będzie oddychanie Mindfulness. Postaraj się spokojnie nabierać i wypuszczać powietrze. Kiedy robisz wdech, obserwuj jak powietrze wdychane nosem wypełnia organizm, płuca brzuch i unosi klatkę piersiową. Natomiast podczas wydechu, zauważ jak klatka piersiowa opada, a całe ciało się rozluźnia.

Z każdą kolejną sesją, ciało i umysł coraz bardziej będą się uspokajały aż w końcu lęk nie będzie już tak intensywny lub być może nawet całkowicie zniknie.

PO TRZECIE – Racjonalizacja

Zwyczaj napad intensywnego lęku jest wynikiem wyobrażonego zagrożenia lub nieprawidłową interpretacją bodźców pochodzących z ciała lub z zewnątrz. Oczywiście przyczyną bywa także rzeczywista sytuacja i realne niebezpieczeństwo. Lecz ja się skupiam przede wszystkim na nieuzasadnionym lęku, ponieważ sama też z takim miałam i mam do czynienia.

W każdym razie, jeśli czujemy, że za chwilę będziemy mieli atak paniki lub już go mamy, to w ramach możliwości warto zracjonalizować całą sytuację i nawet na głos zacząć ją opisywać. Dobrze też działa mówienie do siebie i bycie dla siebie swego rodzaju opiekunem.

W chwili kiedy logicznie pomyślimy o tym gdzie jesteśmy, co nam zagraża i ewentualnie co możemy zrobić, aby sobie z tym poradzić z całą pewnością się uspokoimy. A to dlatego, że okaże się, że nasz stan emocjonalny jest w ogóle nieadekwatny do tego co się dzieje na zewnątrz.

Człowiek z natury, w pierwszej kolejności ocenia wszystko przez pryzmat emocji. Dopiero potem pojawia się racjonalizm. Dlatego uważam, że warto wyrobić sobie nawyk logicznego pojmowania zagrożenia i przeprogramować swoją podświadomość. Jeśli będziemy to robić wystarczająco często, to emocje w końcu same się dostosują i będą potrafiły znaleźć różnicę między realnym niebezpieczeństwem a tym wyobrażone.

Reasumując, uważam że ataki paniki można skutecznie okiełznać i normalnie żyć. Oczywiście, walka z nimi jest bardzo trudna i wyczerpująca, ale jeśli chcemy żyć, to tak naprawdę nie mamy wyboru. Co prawda, faktycznie leki mogą zminimalizować lub może nawet całkowicie usnąć napady lęku. Choć według mnie to jest maskowanie problemu i rozwiązanie doraźne. Aby naprawdę się od tego uwolnić i prowadzić stosunkowo spokojne życie, trzeba zmienić nawyki myślowe, wypracować swoje metody działania i przede wszystkim nie unikać za wszelką cenę sytuacji, które wywołują lęk. Jeśli będziemy się izolować i wystrzegać wszystkiego co wywołuje dyskomfort, to mózg odbierze to w mniej więcej taki sposób – „Hej, faktycznie to jest dla mnie niebezpieczne. Mój lęk jest uzasadniony. Mam się czego obawiać.”, a to tylko pogłębi problem i zaskutkuje większą ilością ograniczeń.

UWAGA! Powyższe rady są wynikiem moich osobistych doświadczeń. Oczywiście znajdują one potwierdzenie w wielu badaniach naukowych, lecz każdy kto walczy z czymś podobnym, powinien skonsultować się z profesjonalistą i indywidualnie dobrać sposób leczenia. Ja po prostu opisałam to co na mnie działa i mam nadzieję, że w przypadku kogoś innego także da pozytywne efekty.


[1] https://www.medonet.pl/zdrowie,atak-paniki—objawy–przyczyny–leczenie,artykul,1729387.html

Być może spodoba Ci się również