Kiedy przechodziłam przez najtrudniejszy okres w swoim życiu czułam ogromną, wewnętrzną pustkę. Czułam, że pomimo wielu osób w swoim otoczeniu jestem przeraźliwie samotna i skazana na walkę z lękiem 1:1. Skazana na walkę z moim największym oprawcą.

Pamiętam, że w momentach przypływu najsilniejszego niepokoju, chciałam wykrzyczeć całemu światu że to tak CHOLERNIE NIESPRAWIEDLIWE, że dotknęło to właśnie mnie. Że muszę tak cierpieć. Że mam przez to tyle ograniczeń. Chciałam błagać żeby ktoś to ze mnie w końcu zdjął, bo jeśli mam dalej tak żyć, to wolę umrzeć. Ale przecież byłam zbyt młoda na śmierć, prawdopodobieństwo wypadku też było niewielkie, a odwagi żeby targnąć na swoje życie też mi brakowało. Byłam tchórzliwa nie tylko wobec życia, ale także śmierci. To była sytuacja bez wyjścia , a raczej z dwoma wariantami, które nie rozwiążą mojego problemu od razu. A jeden z nich nigdy. Tymi opcjami były:

  • Nie robię nic i zdaje się na los (czyt. pogrążam się jeszcze bardziej)
  • Biorę sprawy w swoje ręce i podejmuję walkę

Jako, że teraz to czytasz to możesz się domyślić którą opcję wybrałam.

Niemniej jednak, w chwili obecnej kiedy tamten stan jest tylko albo aż nieprzyjemnym wspomnieniem, to nabrałam do niego dystansu. Mimo tego, że trudno mi do tego wracać w myślach, to czuję że powinnam to robić, aby mieć możliwość pomocy ludziom, którzy przechodzą lub będą przechodzić przed podobny okres. Z tego też powodu wypisałam sobie 8 rzeczy, które chciałabym wtedy usłyszeć. Być może dzięki nim moja droga do odburzania byłaby łatwiejsza i zajęłaby mniej czasu.

Oto one:

1. Nie muszę ukrywać swojego niepokoju przed ludźmi.

Ukrywanie swojego lęku za wszelką cenę, to moim zdaniem droga do nikąd. To że będziemy robić wszystko, aby nikt nie zauważył że właśnie jesteśmy na granicy ataku paniki może sprawić, że niepokój się nasili.

Pamiętam, że kiedy byłam już na skraju wyczerpania, to nabrałam obojętności na to, co pomyślą o mnie ludzie kiedy nagle wybiegam ze sklepu, bo mój niepokój sięgnął zenitu. W tamtym momencie dałam sobie przyzwolenie na to, że mogę się czuć źle nawet w obecności innych osób i to jest okej. Bo to wcale nie oznacza, że jestem ofiarą. Po prostu jestem inna.

2. Mogę zmienić wszystko w co wierzę.

Moim zdaniem wiara we własną siłę i możliwości przy wychodzeniu z zaburzeń lękowych jest kluczowa. Kiedy większość rzeczy, których się podejmowałam kończyło się porażką uznałam że to samo mnie czeka w przypadku walki z nerwicą. W końcu ona była również skutkiem moich działań, z których nie mogłam być dumna. Wierzyłam, że jestem zbyt słaba.

Jednak jak się okazało, jestem w stanie w pewien sposób odwrócić bieg zdarzeń, naprawić swoje błędy i dodatkowo mam siłę, aby wykreować swoje życie w taki sposób jak chce.

3. Nie muszę wierzyć we wszystko co czuję.

Jako istoty rozumne jesteśmy obdarzeni umiejętnością odczuwania emocji. I to jest jak najbardziej w porządku. Przecież dzięki nim mamy kontakt ze swoim potrzebami, przeżywamy chwile warte zapamiętania czy uciekamy przed niebezpieczeństwem. Ale czasami jest po prostu tak, że zaczynają one przeszkadzać. Zwłaszcza jeśli zaczynają dominować te negatywne.

Ponadto, mam wrażenie że zdolność odbierania emocji może ulec rozstrojeniu. Mam na myśli to, że nasze odczucia mogą być kompletnie nieadekwatne do sytuacji, w której się znajdujemy. Bo jeśli przy nerwicy, zaczynamy permanentnie odczuwać lęk, to przecież mało prawdopodobne jest to, że ciągle nam coś zagraża.

Dlatego wypracowałam sobie określone schematy myślenia i pierwszej kolejności biorę sprawę z punktu racjonalnego, a następnie czekam aż moje ciało i emocje zsynchronizują się z logicznym rozumowaniem.

4. Mogę być z siebie dumna bez względu na wszystko.

Social media i życie internetowe to idealny świat , w którym można porównywać się bez końca. W końcu elegancko wchodzimy sobie z rana na Insta i widzimy jak inni opalają się teraz na słonecznej Dominikanie. Albo kupili sobie najnowszego iPhone’a i wożą się Mercedesem CLA. A Ty tymczasem siedzisz sobie w smętnej Polsce i zastanawiasz się czy te 3000zł, które zarabiasz starczą Ci na opłacenie studiów zaocznych, godne życie i wizytę u psychiatry.

Matematyka jest prosta, w porównaniu do tych ludzi z neta, to nic nie znaczysz. W dodatku jesteś „chory” na umyśle, a oni nie. Więc czy jesteś czy Cię nie ma, to i tak nie ma znaczenia.

STOP!

Takie myślenie Ci na pewno nie pomoże.

Po pierwsze, ludzie których widzisz w sieci pokazują tylko ułamek swojego życia. Nie masz pojęcia jak się czują i co przeszli. Po drugie, sukces to nie miliony na koncie i pieczątki w paszporcie. To znaczy, tak, dla kogoś może być to kryterium według którego oceniają czy osiągnęli sukces czy nie. Lecz, może Ty masz inne potrzeby?

Nie wiem jak Ty, ale ja uświadomiłam sobie , że nie potrzebuje tego całego mainstream’owego lifestylu. Co wcale nie oznacza, że nie mam żadnych ambicji i mogłabym prowadzić obecny styl życia już zawsze. Absolutnie nie. Po prostu zaczęłam zauważać u siebie rzeczy, z których mogę być naprawdę dumna i przestałam mylić swoje potrzeby z potrzebami innych ludzi.

Nawet sobie nie wyobrażasz jakie to jest uwalniające.

5. Niepokój to nie oznaka słabości, a siły.

Odczuwanie lęku nie równa się byciem słabym. Wręcz przeciwnie. Jak masz dobry nastrój, to za bardzo nie musisz się wysilać żeby wykonać proste, codzienne obowiązki. Spróbuj się zmusić do zrobienia czegokolwiek, kiedy ogarnia Cię nieuzasadniony lęk. Dla mnie to osiągnięcie niczym zdobycie korony Ziemi, choć w sumie to nigdy jej nie zdobyłam. Tak czy owak, za każdym razem czuję ogromną siłę, kiedy lęk mnie paraliżuje, a mimo tego idę dalej i robię to co chce robić.

6. Tłumienie emocji wiąże się z cierpieniem, podczas gdy wyrażanie ich daje poczucie większej wolności.

Od kiedy pamiętam, nie podobała mi się przesadna emocjonalność. I ta pozytywna i negatywna. Na zewnątrz wyznawałam stoicyzm (czyt. ciągle ten sam wyraz twarzy i skrajnie chłodne podejście), choć w środku bardzo często byłam na karuzeli emocjonalnej. No ale w końcu jak mi jest smutno, to przecież nie będę płakała. Nie będę się ośmieszać ani przed samą sobą ani tym bardziej przed innymi ludźmi. Jak to mówią – „trzeba być twardym a nie miętkim„.

No tak, tylko nie powiedzieli, że takie bycie „twardym” za wszelką cenę i tłumienie swoich emocji, to prosta droga do zaburzeń psychicznych. Uwierz mi, wiem to z autopsji.

Teraz wolę sobie popłakać kiedy czuję taką potrzebę albo pokrzyczeć, kiedy coś mi się nie podoba, a nie robić za ludzkiego słupa. Oprócz tego, że jest to dla mnie zdrowsze, to jeszcze robię show i jest ciekawiej.

7. Lęk stwarza błędną wizję przyszłości i przyszłych doświadczeń.

Umówmy się, jeśli tak jak ja cierpisz na zaburzenia lękowe, to sądzisz/sądziłeś, że to zostanie już z Tobą na zawsze. A skoro nigdy się nie uwolnisz od tego przeklętego niepokoju, to właściwie po co masz żyć? Skąd ja to znam…

Wychodzi na to, że oceniasz przyszłości przez pryzmat teraźniejszości lub przeszłości. A gdyby tak zmienić perspektywę i potraktować obecny stan jako przejściowy, a być może nawet jako wartościowy?

Przecież jak chodziłeś do szkoły to nie sądziłeś, że będziesz chodził do niej całe życie. Wszystko prędzej czy później się kończy i to że dzisiaj czujesz się fatalnie, to nie znaczy że jutro czy za tydzień też się będziesz tak czuł. Więcej optymizmu!

8. Pozbywanie się lęku nie odbywa się liniowo i często jest to równia pochyła – nie wiadomo kiedy znów upadniesz.

Zgrabnie przechodzimy do ostatniego punktu, a mianowicie do drogi wychodzenia z zaburzeń, która bywa bardzo kręta. Czasami można też napotkać na niej wiele ślepych ulic, które zmuszają do powrotu do punktu wyjścia.

Z doświadczenia wiem, że pozbywanie się lęku jest jakby napisać…. nieuporządkowane. Z każdym kolejnym krokiem, który robimy w stronę „odburzania„, następuje wzrost i dojrzałość emocjonalna. W skrócie, stajemy się silniejsi emocjonalnie. Dzięki czemu w chwilach nawrotu będziemy wiedzieli co się z nami dzieje i jak mamy z tego wyjść.

Nie ma sensu czekać na kolejny epizod i martwić się zawczasu. Lepiej cieszyć się swoim dobrym stanem i postępami, które się zrobiło.

Patologiczny lęk to nie jest coś z czym chcemy żyć i zmagać się na co dzień. Choć, moim zdaniem osoby z zaburzeniami lękowymi, to paradoksalnie osoby, które mają nadzwyczajne pokłady siły. Siły, która musi się budzić każdego ranka, aby stawić czoła destrukcyjnym myślom, uczuciom, emocjom, których doświadczanie sprawia, że powątpiewasz w sens dalszej egzystencji.

Ja pomimo przebycia naprawdę długiej drogi, czasami nadal się czuję jakbym była w tym nowa. Nerwica ma to do siebie, że może powrócić w okresie większego stresu lub napięcia psychofizycznego. Akceptacja i świadomość tego faktu jest momentami wyjątkowo trudna. W końcu chciałabym zamknąć ten rozdział swojego życia, a tymczasem może się okazać że on na zawsze pozostanie otwarty i będzie czekał na przyjęcie kolejnej treści.

S.

Być może spodoba Ci się również